Miasto 44 – film który mnie poruszył


W ponad miesiąc po premierze zaniosło mnie do kina na Miasto 44. Myślałem że niewiele jest w stanie na mnie zrobić wrażenie, jednak nie tym razem. Film zrobił na mnie piorunujące wrażenie, pokazując jatkę jaką było Powstanie w sposób nadzwyczaj dosłowny.

Film o którym nie mogę przestać myśleć. Pokazane małolaty chcące normalnie żyć a jednocześnie walczące o Polskę. Małolaty ze swoimi dylematami, problemami decyzyjnymi – boskie kiedy Biedronka rozmawia ze swoim szczurkiem, żeby wspomóc proces decyzyjny. Wszystko się dzieje w trójkącie miłosnym, gdzie dwie dziewczyny są gotowe na wszystko dla jednego faceta. Miłość pokazana jest bardzo ładnie, scenki owszem są ale wprowadzone całkowicie naturalnie w sposób, który nie razi. Krytykom twierdzącym, że wtedy nie było miejsca na miłość, że wtedy myślano tylko o walce za Ojczyznę, odpowiem żeby spadali. W trudnych chwilach, bliskość drugiej osoby jest niezastąpiona. A skąd się niby brała taka masa powstańczych ślubów? Osobiście słyszałem relację Pani, która była członkiem Batalionu Zośka o tym jak to kiedy w czasie Powstania jej i mężowi udało się spotkać, to koledzy wygospodarowali dla nich jakąś kanciapę, czego owocem był jej najstarszy syn.

Ciekawa jest postać jednej z głównych bohaterek, która w zależności od tego jak jej wygodnie – w imię miłości oczywiście – zakłada bądź zdejmuje powstańczą opaskę i w imię miłości i uratowania się wraz z facetem, gotowa jest na ucieczkę byle dalej od tej jatki.

Co do jatki – pokazane jest, może nawet w zbyt małej skali, cierpienie ludności cywilnej, która była największą ofiarą Powstania. Film się w pewien sposób wpisuje w dyskusję czy warto było wzniecić Powstanie. Trzeba przyznać że jest to dosyć donośny głos.

Efekty specjalne wykorzystane w filmie są świetne. Na mnie chyba największe wrażenie zrobiła panorama z Pragi na płonące miasto. To właśnie jedna z tych scen która odejmuje mowę.

Zwykle gdy kończy się film, ludzie pospiesznie wstają i wychodzą podczas napisów końcowych. Tu tak nie było. Większa część sali siedziała i czekała, jakby nie wierząc że to już koniec.

To film który każdy warszawiak i myślę że nie tylko, powinien zobaczyć. Tym bardziej że wojna jest wcale nie tak bardzo daleko od naszej wschodniej granicy.

Ja na ten film chcę iść przynajmniej raz jeszcze. Jeśli ktoś jeszcze nie był, to polecam!

miasto44