From USA with love – czyli praskie walentynki 1945 roku

naslovanechCały (?) świat świętuje walentynki, w Polsce obchodzimy rocznicę powołania Armii Krajowej (1942) a tymczasem w Pradze…

14 lutego 1945 roku to była Środa Popielcowa, która przyniosła około południa Prażanom bardzo niemiłą niespodziankę w postaci ok. 700 ofiar śmiertelnych, 1100 rannych i zniszczeń w samym mieście – niemal wyłącznie w zamieszkałej strefie cywilnej, spowodowanych nalotem 62 latających fortec B-17, należących do 8 armii USAAF. Te 62 samoloty zrzuciły na Pragę 152 tony bomb siejąc zamęt i spustoszenie w mieście nie spodziewającym się takich „atrakcji”.

Skąd ten nalot? Ano wszystko wskazuje że przez pomyłkę. To był jeden z nalotów dywanowych zmierzających nad Drezno. Jedna z eskadr zeszła z kursu jeszcze nad Zagłębiem Ruhry. Orientowali się głównie na podstawie czasu lotu a potem jak się rozchmurzyło, to dopasowali sobie do mapy to co widzieli pod sobą. A że zobaczyli miasto, przez środek płynącą rzekę to i wszystko pasowało. Bomby poszły… Drezno w sumie było w bardzo podobnej odległości od bazy, tyle że 150 km w bok. Ot drobna pomyłka.

Pozostałości po nalocie mamy do dziś: przede wszystkim rzuca się w oczy widok klasztora Na Slovanech (Emauzsky klaster), który do nalotu miał wysokie gotyckie wieże, które od bomb szlag trafił. Odbudowano je w kompletnie innej postaci. Podobnie luki w budynkach na wybrzeżu Wełtawy, wypełnione nowoczesną zabudową – np. słynnym tańczącym domem. Efektem jednego z nalotów (w sumie były trzy omyłkowe naloty) jest socrealistyczny hotel Jałta na Wacławiaku – nalot spowodował powstanie miejsca w którym wybudowano obiekt w myśl doktryny socrealizmu.

Ponadto w mieście jest sporo tabliczek informujących o ofiarach. Pamięć o nalocie pielęgnowano, bowiem komunistyczna propaganda z lubością podkreślała fakt, że największe szkody w Pradze spowodowali Amerykanie.

jalta